Rozmyślania na pozimiu

18. 01. 26
posted by: Urszula Wojnarowska-Curyło

 Rozmyślania na pozimiu, okołozimiu, czy innej zimie, która zapowiadana była na zimę stulecia.

 Pisanie, jak widzisz,nie sprawia mi większych trudności. Nie mniej bywa, że nie mogę się zmobilizować i niby temat  w głowie mam, a zabrać się za przelanie go na papier, nie mogę. Może to „pozimie”, bo przecież nie przedwiośnie, które wprawdzie wyłazi z tulipanami z ziemi, tak na mnie działa? Ale dość marudzenia. Od najdawniej jak to możliwe, ważne są dla mnie słowa Władysława Bartoszewskiego „Warto być przyzwoitym” oraz przeświadczenie, że anioły są blisko, lecz ich obecność i działalność trzeba chcieć zauważyć. Jednym zdaniem: dziś będzie o tym, że dobro wraca.

Było to – jak to się mówi- kilkanaście kilogramów temu, listopadowy, późny wieczór, wracałam z próby chóru, mżył deszcz, a jesienny, nieprzyjemny wiatr wiał ze wszystkich stron. Szłam szybko moją pustą i ciemnawą ulicą. Po kilkunastu krokach usłyszałam, że po jej drugiej stronie ktoś idzie. Nie lubię takich sytuacji. Niby poprawiając kaptur mojej czerwonej kurtki skonstatowałam: facet. Oczywiście, łatwo się domyślić, że wyobraźnia zaczęła pracować w kierunku bynajmniej nieuspokajającym. Słyszałam jak głośno stukają obcasy moich butów i jak bije mi serce. Usłyszałam szuranie butów przechodzącego na moją stronę człowieka. Oszczędzę ci Czytelniku szczegółów galopady moich pomysłów na ten fakt. Po kolejnych kilkunastu krokach, rzeczony facet zrównał się ze mną i zatrzymuje mnie chwytając za ramię ze słowami: gdzie się tak śpieszysz czerwony kapturku? Odwracam się ze złą i stanowczą miną i oczywiście z kompletną pustką w głowie. A on na to:-O, pani Ula, przepraszam, nie poznałem pani. Poznaje mnie pani? Na kolanach u pani siedziałem, cz mnie pani uczyła mówić. Pamięta pani? : Koszt poczt w Tczewie..

Jechałam którejś niedzieli ok. 8.15 na zajęcia. Nie śpieszyłam się szczególnie, ale pusta i prosta droga każdego rasowego kierowcę prowokuje do szybszej jazdy. W pewnej zatoczce oczekiwali na takich właśnie kierowców panowie w szarym aucie, ale za to w granatowych mundurach. Przekroczyłam prędkość, nie jakoś bardzo, ale wystarczająco, żeby zauważyli… Standardowe: a dokąd to pani się tak śpieszy, a jakieś dokumenciki byśmy obejrzeli. Jeden z policjantów wziął dokumenty mojego samochodu i poszedł je sprawdzać w CEPiK-u, a drugi studiował moje prawo jazdy. Jak wiadomo, zdjęcia w dokumentach mają chyba obowiązek w niczym nie przypominać właściciela tegoż dokumentu Policjant spojrzał na mnie i zadał mi zaskakujące pytanie czy mam rodzeństwo.

 -Tak, mam brata.

 -A co brat robi?

 -Jest ortopedą.

 - Pani brat uratował mojej córce nogę. Niech pani jeździ nieco wolniej.

 Przyjaciel mojego męża jest przedsiębiorcą. Wygrał przetarg na remont jakiejś części budynków U.J. W dniu jego rozpoczęcia pojechał do Krakowa, aby na miejscu zadysponować co i jak pracownicy mają robić. A pracowników ani widu. W końcu jest telefon od jednego z nich: Szefie, stuknęliśmy dziadka. Nie jakoś poważnie, w zasadzie tylko otarcie, ale się upiera, żeby policję wezwać. Może szef z nim pogada, bo nas nie chce słuchać. Pracownik podał „dziadkowi” telefon, kolega w pokorę uderza, że prosi, bo mu zniżki na ubezpieczenia z wszystkich aut polecą..I że zapłaci i pokryje wszystkie koszty naprawy i nawet jakiś remont u „dziadka” w domu może zaoferować po kosztach...

 - Mam panu uwierzyć?, zastanawia się tenże „dziadek”.

- Bardzo pana proszę. Niech się pan da przekonać.

- Dobrze. Jestem księdzem. Wierzę ludziom. Podam mój numer telefonu pana pracownikom, proszę zadzwonić wieczorem, to omówimy szczegóły.

Wieczorem tenże kolega dzwoni do księdza, a po drugiej stronie słyszy głos: ksiądz Adam Boniecki, słucham…

 Komukolwiek nasz kolega nie opowiada tej historii, każdy reaguje tak samo: przekaż księdzu pozdrowienia, życz księdzu Bonieckiemu samego dobra, serdeczności dla księdza profesora. Bo w ludziach jest dużo życzliwości i potrzeby dzielenia się nią. Jak się otrząśniemy z tych podziałów i wszelkich „-izmów”, to okazuje się, że jesteśmy sympatycznymi i dobrymi ludźmi, którzy mogą pełnić dla obcych sobie osób rolę aniołów, choć na początku nic może na to nie wskazywać.